Wiała przyjemna bryza, usiadłam wygodnie i rozkoszowałam się błogim stanem. Dorian wiosłował i opowiadał o różnych przygodach, jak ratował niedoszłych topielców. Słońce zachodziło i było pięknie. Dopłynęliśmy po kwadransie i rozłożyliśmy się na brzegu wysepki, która wyglądała na całkowicie bezludną. Mój przystojny ratownik rozpalił ognisko i usiadł koło mnie z butelką wina. Objął mnie ramieniem, gładził plecy i poił krwistoczerwonym winkiem. Po połowie butelki szumiało mi w głowie, moje podniecenie sytuacją wzrosło do maksimum. Rozchyliłam uda i pozwoliłam mu, aby je pieścił. Śpiewał przy tym cicho jakąś cygańską piosenkę o kochankach, którzy spotkali się po latach i dali upust wieloletniej, tłumionej namiętności. Wino lało się dalej, czekałam na pierwszy pocałunek. Kiedy zaznałam tego dotyku ust, poczułam język w moich ustach moja cipka była zupełnie wilgotna. Co by nie powiedzieć mokra. Całowaliśmy się długo i zapalczywie. Dłonie wędrowały wszędzie, od stóp, przez brzuch po szyję, każdy kawałeczek ciała został zwiedzony i dotknięty. W końcu delikatnie wsunął palec w środek mojej szparki i jęknął. Wiedziałam, że teraz go nie powstrzymam.
Related posts:
Tagi: seks na wyspie, wakacyjny seks






Sierpień 19th, 2010 at 15:39
Taką przygodę to ja rozumiem
Polecam mojego bloga, gdzie takie przygody można mieć w realu!